| Tajemnica śmierci ppor. pilota Anatola Piotrowskiego |
|
|
|
W poprzednich artykułach przedstawiłem Państwu historię walk powietrznych toczonych nad Legionowem we wrześniu 1939 r. Do niedawna wydawało się, iż wszystkie aspekty podniebnych starć sprzed ponad 70 lat zostały już definitywnie wyjaśnione, a to co wzbudzało wątpliwości wśród badaczy jest już niemożliwe do weryfikacji. Zapał, z jakim entuzjaści historii polskiego lotnictwa przystąpili do ponownych badań pozornie „przewałkowanego” już tematu, pozwolił ustalić wiele nowych i niezwykle interesujących faktów. Jednym z takich odkryć jest ostateczne wyjaśnienie okoliczności śmierci ppor. pilota Anatola Piotrowskiego, którego samolot późnym popołudniem pierwszego dnia wojny rozbił się na skraju lasu w Choszczówce.Anatol Piotrowski urodziła się 1 marca 1912 r. w Wilnie. Od wczesnego dzieciństwa pasjonował się lotnictwem. Po zdaniu matury wstąpił na Wydział Sztuk Pięknych Uniwersytetu Wileńskiego. W 1932, będąc już studentem, wstąpił do Aeroklubu Wileńskiego, gdzie zdobył podstawowe umiejętności lotnicze. Działalność w aeroklubie sprawiła, iż w ramach odbycia obowiązkowego przeszkolenia wojskowego został skierowany do szkoły na roczny kurs w Szkole Podchorążych Rezerwy Lotnictwa w Dęblinie, który ukończył w 1936 r. otrzymując stopień podporucznika. Jako świeżo upieczony absolwent dęblińskiej szkoły, trafił najpierw do 4 pułku lotniczego w Toruniu, a następnie do rodzinnego Wilna. Podczas służby w III Dywizjonie Myśliwskim ppor. Piotrowski (służył w 152 eskadrze myśliwskiej wyposażonej w samoloty PZL P – 11) wykorzystał swoje zdolności plastyczne do zaprojektowania projektów godła eskadr wchodzących w skład macierzystego dywizjonu. W sierpniu 1939 r. III dywizjon został rozformowany a jego poszczególne eskadry przydzielone do Grupy Operacyjnej Narew (151 eskadra) oraz Armii Modlin (152 eskadra). W chwili wybuchu wojny 152 eskadra, w której służył ppor. Piotrowski stacjonowała na polowym lotnisku Szpondowo pod Płońskiem. Lotnicy oczekiwali w pogotowiu na sygnał wylotu niemalże cały dzień, jednakże alarm bojowy ogłoszono dopiero ok. godz. 16. Punkty obserwacyjne wykryły duże zgrupowanie bombowców lecące kursem na Modlin. W chwilę po starcie piloci rzeczywiście ujrzeli na pułapie ok. 3 km niemieckie bombowce, nadlatujące z Prus Wschodnich. Rozpoczął się nierówny pościg. Powoli, acz sukcesywnie polskie nabierające wysokości myśliwce podążały za niemiecką armadą. Nad Modlinem okazało się, iż bombowce ominęły twierdzę i skierowały się nad stolicę. Dowódca 152 eskadry, mjr Więckowski wydał rozkaz wstrzymania pościgu i pozostania w rejonie twierdzy (zgodnie z planem 152 eskadra miała działać w pasie Armii Modlin), jednakże 6 samolotów, w tym ppor. Piotrowski zignorowało swojego przełożonego i w ferworze walki kontynuowało lot dotychczasowym kursem. Niewielka przewaga w prędkości pozwoliła dognać zgrupowanie niemieckich bombowców dopiero nad Jabłonną. Polscy piloci chcąc prowadzić skuteczny ogień podlecieli do niemieckich Heinkli 111 na niewielką odległość, jednakże strzelcy pokładowi bombowców odpowiedzieli zmasowanym ogniem. Do walki wkroczyły również pozostające w pewnej odległości za bombowcami niemieckie Messerschmity Bf 109 lecące jako eskorta zgrupowania. Podczas gdy część pilotów atakowała Heinkle, reszta wdała się w walkę kołową z Messerschmitami. Powolne polskie PZL – ki mogły jedynie dzięki wykorzystaniu swojej manewrowości przeciwstawić się zdecydowanie szybszym i silniej uzbrojonym Messerschmitom. Odgłosy podniebnej walki, na którą oprócz ryku lotniczych silników składały się także serie z karabinów maszynowych były słyszalne w całej okolicy. Na ziemię zaczęły spadać odłamki, łuski oraz krople smarów i paliwa z uszkodzonych samolotów. Ze względu na duże prędkości bitwa sukcesywnie przemieszczała się od Jabłonny w stronę Warszawy. Do walki z Niemcami włączyły się także baterie obrony przeciwlotniczej rozlokowane w pobliżu stacji kolejowej w Choszczówce. Pikujące myśliwce zniżyły pułap do 700 – 800 metrów. Brawurowe manewry i zwroty bojowe wykonywane na niskich wysokościach tworzyły wspaniałe, choć przejmujące grozą widowisko. Trwające kilkanaście minut starcie powoli dobiegało końca. W wyniku zaciętej walki nad lasem Legionowskim i Choszczówką samolot PZL P – 11 pilotowany przez ppor. Anatola Piotrowskiego został kilkakrotnie trafiony seriami z karabinów maszynowych. Prącym nad Warszawę Niemcom udało się również zestrzelić w rejonie pomiędzy Jablonną a Choszczówką pilotowany przez kpt. Mieczysława Olszewskiego samolot PZL – P 7a. Oba samoloty ciągnąc za sobą smugi dymu runęły na ziemię. Do niedawna powszechnie uważano, iż koło Choszczówki rozbił się samolot pilotowany przez kpt. Mieczysława Olszewskiego, jednakże dzięki badaniom historycznym i relacjom zebranym przez Krzysztofa Janowicza i Eligiusza Wysockiego udało się z całą pewnością ustalić, iż samolot który spadł na Choszczówkę należał do ppor. Piotrowskiego. Ciężko ranny pilot usiłował bezpiecznie posadzić uszkodzoną maszynę i odciągnąć ją od domów mieszkalnych. Na kilkadziesiąt metrów przez kontaktem z ziemią zrzucił zbiornik paliwa oraz wyłączył iskrownik. W rezultacie zderzenia z ziemią samolot kapotował ( przewrócił się do góry kołami ) i uległ bardzo poważnym uszkodzeniom, jednakże nie eksplodował. Po chwili na miejsce dobiegli okoliczni mieszkańcy, którzy wydobyli z uszkodzonej kabiny pilota. Według relacji ppor. Anatol Piotrowski był dosłownie przecięty serią karabinu maszynowego oraz miał otwarte złamania obu nóg. Niestety już nie żył. Mieszkańcy wydobyli mocno krwawiące ciało na zewnątrz wraku i zabezpieczyli dokumenty jednoznacznie potwierdzające tożsamość pilota. Wkrótce na miejsce upadku samolotu przyjechał wojskowy samochód, cały okoliczny teren zabezpieczyła żandarmeria. Ciało pilota przewieziono do szpitala ujazdowskiego, gdzie oficjalnie wystawiono akt zgonu. Pogrzeb odbył się 4 września 1939 r. na Wojskowych Powązkach. Poświęcenie polskich pilotów wykazane w bitwie nad Lasem Legionowskim nie było nadaremne. Niemieckie bombowce nie doleciały do Warszawy. Brawurowe ataki Polaków doprowadziły w końcu do rozbicia zwartego szyku bombowców. Poszczególne samoloty w pośpiechu zrzuciły swój śmiercionośny ładunek na łąki Białołęki i okolice Kanału Żerańskiego po czym zawróciły do baz nie osiągając zadanych celów. W wyniku starcia nad Lasem Legionowskim został również zestrzelony niemiecki bombowiec oraz jeden eskortujący całą wyprawę myśliwiec - najprawdopodobniej któryś z Messerschmitów. Dokładne badania przeprowadzone przez Krzysztofa Janowicza pozwoliły ustalić nie tylko dane, ale i także późniejsze losy niemieckiego pilota, który zestrzelił ppor. Piotrowskiego. Leutnant Fritz Gutezeit również nie doleciał na swoje macierzyste lotnisko. Na skutek uszkodzeń i długotrwałej walki zabrakło mu paliwa, w efekcie czego został zmuszony do posadzenia samolotu w rejonie Suwałk, gdzie z kolei dostał się do polskiej niewoli. Jako jeniec wojenny początkowo trafił do Warszawy, następnie zaś podczas ewakuacji dotarł na kresy wschodnie, gdzie na skutek zamieszania spowodowanego agresją sowiecką zdołał zbiec. Wkrótce przechwycili go sowieci, którzy jako lojalni sojusznicy Hitlera odesłali pechowego leutnanta do Niemiec. Po krótkiej rekonwalescencji powrócił do służby. Brał udział w walkach na froncie zachodnim. Zginął w 1942 w starciu powietrznym z Brytyjczykami. Rozwikłanie tajemnicy śmierci ppor. Anatola Piotrowskiego spowodowało jednak powstanie szeregu innych pytań. Co w takim razie stało się z samolotem kpt. Olszewskiego? Jednym z możliwych rozwiązań jest to, iż spadł on do Wisły. Miejmy nadzieje, że pasjonaci historii polskiego lotnictwa rozwiążą i tą zagadkę. CZYTAJ WIĘCEJ O HISTORII POWIATU LEGIONOWSKIEGO
3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved." |
|||||||

















